Miesięcznik "BIZNES meble.pl" luty 2018

Diana Nachiło dziennikarka miesięcznika„BIZNES meble.pl ” Anna Żamojda dziennikarka miesięcznika„BIZNES meble.pl ” Anna Szypulska dziennikarka miesięcznika„BIZNES meble.pl ” chillout X felietony Fot. Tomasz Markowski Paszport dladesignu S apkowski, Tokarczuk i…. Wicha. Tygodnik „Polityka” co roku wy- prawia pisarzy z paszportem… tzn. prestiżową nagrodą, w świat czytel- ników literatury. „Paszporty Polityki” przyznawane są twórcom w różnych ka- tegoriach: film, teatr, muzyka poważna, plastyka. Jeszcze nie design, ale kto wie… Coś się zmienia i warto to odnotować. Choć wszyscy z niecierpliwością czekamy na wiosnę, to wspominając nie tak dawne przygotowania do Bożego Narodzenia, być może ktoś z Państwa na listę gwiazd- kowych prezentów wpisał wydaną pod koniec ub.r. przez Wydawnictwo Czar- ne książkę „Dom Polski. Meblościanka z pikasami” napisaną przez Małgorzatę Czyńską. O właśnie, Ania dostała ją chy- ba w prezencie. Zapytam, może pożyczy do poczytania. Pomysł był prosty: zapytać ludzi związanych zawodowo z dizajnem i projektowaniem wnętrz o wygląd polskich domów, o to, jak mieszkaliśmy kiedyś, jak mieszkamy dziś, jak zmieniają się nasze gu- sta i o czym marzymy – pisze autorka. Do lektury zachęcają nazwiska i doświadcze- nie rozmówców: Tomasza Augustyniaka, Mai Ganszyniec, Piotra Voelkela czy też Oskara Zięty. W ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Karakter ukazała się książ- ka „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, esej osobisty, opowiadający o matce, o śmierci, o porządkowaniu rzeczy, książek i wspo- mnień Marcina Wichy. Kapituła „Pasz- portów Polityki” doceniła „oszczędność języka i bogactwo książki, która mówi o rzeczach najważniejszych: o żałobie, rodzinie, o Polsce i przede wszystkim o słowach i milczeniu”. Autora szero- ko komentowanej kilka lat temu książki „Jak przestałem kochać design” docenić też warto z jeszcze jednego powodu. Za sprawą wrażliwości i talentu Wichy, de- sign wkroczył na dobre nie tylko do świata kategorii literackich, ale przede wszystkim do świadomości polskich czytelników. A to oznacza, że drzwi domów zostały też otwarte dla polskiego wzornictwa. R.I.P. W iadomość o tym, że zmarł Ingvar Kamprad zastała mnie w niedzielę, 28 stycznia w… sklepie IKEA na warszawskim Tar- gówku. Mimo kilku podejść koncernu do wybudowania sklepu w Białymstoku, do dziś nie doczekaliśmy się tej inwesty- cji, więc zainteresowani zakupami w tej sieci mieszkańcy Podlasia po prostu jeżdżą do stolicy. Jak liczna jest to gru- pa widać na sklepowym parkingu, gdzie rejestracje zaczynające się na B można zobaczyć niemal równie często jak te na W (przynajmniej w weekendy). IKEA to fenomen na skalę światową. Nie miałam niestety okazji poznać Ing- vara Kamprada, ale szczerze go podzi- wiam za biznesowy majstersztyk. Zaczy- nał jako kilkuletni chłopiec handlujący zapałkami, które rozwoził rowerem po okolicznych miejscowościach. Z czasem rozwinął ofertę m.in . o nasiona i długo- pisy. Firmę założył gdy miał 17 lat. A dziś IKEA to potężny biznes – blisko 200 tys. pracowników na całym świecie i ponad 400 sklepów na 49 rynkach. W roku fi- nansowym 2017 odwiedziło je 936 mln osób, zostawiając w nich ponad 38 bilio- nów euro (sic!). Ingvar Kamprad był jednym z najbo- gatszych ludzi na świecie – w 2014 r. jego majątek szacowany był na ponad 40 mld dolarów. Mimo tego pozostał niezwykle oszczędny – jadał w stołówkach, jeździł wysłużonym autem, latał tanimi linia- mi lub klasą ekonomiczną. Swój dom urządził skromnie, oczywiście meblami z IKEA (wyjątek to pamiątkowy zegar i krzesło po matce). Jestem trochę skąpy, ale co z tego? – pytał retorycznie w jed- nym z nielicznych wywiadów. – Gdy pa- trzę na pieniądze, które mam wydać na siebie, zawsze zastanawiam się, czy klient Ikei mógłby sobie na to pozwolić. Mógł- bym regularnie latać pierwszą klasą, ale posiadanie pieniędzy na bogate życie to niezbyt dobry powód do ich marnowa- nia. I jeśli istnieje coś takiego, jak dobre przywództwo, to na pewno lider powinien dawać dobry przykład. Chapeau bas! Podróż downętrza O bie moje babcie potrafiły się świetnie uzupełniać – gdy bab- cia Hela opowiadała, babcia Lucia z uwagą słuchała. Babci Luci już z nami nie ma. Pod koniec ub.r. ukazała się książka ,,Z Zacisza na Syberię”. To hi- storia wywiezionych na Sybir mieszkań- ców podlaskiej wsi, a dla mnie przede wszystkim historia mojej babci. W pu- blikacji pojawiają się jej zdjęcia i świa- dectwo szkolne. Premiera tej książki obudziła wiele wspomnień… A babcia Hela? Do dzisiaj uwielbia opowiadać. Ostatnio odkryła nieznany mi do tej pory fragment swojej biografii. Opowiadając o wyjściu za mąż za dziad- ka i przeprowadzce do niego i jego rodzi- ców, wspomniała, że przez pewien czas mieszkał z nimi brat mojego dziadka ze swoją rodziną. Dom nie był duży, więc te dwie rodziny – ta, którą tworzyli babcia, dziadek i ich synek oraz druga – brat dziadka z żoną i dziećmi – musiały się pomieścić w jednym pokoju. Babcia po- wiedziała, że ona i dziadek mieli przynaj- mniej dostęp do oddzielnej kuchni. Brat dziadka i jego rodzina gotowali i spali w tym samym pokoju, a raczej w części, którą zajmowali. Babcia przyznała, że nie rozumie, jak teraz ludzie mogą się decy- dować na kuchnię połączoną z salonem. Pewnie zmieniłaby zdanie wiedząc, jak działają nowoczesne okapy i że nie śpi się wtedy w salonie, a w sypialni. Arcy- ciekawy był natomiast patent babci na podział przestrzeni w tym pokoju. Otóż wymyśliła, żeby na środku postawić ogromną szafę, od której do obu ścian przeciągnięto zasłonę. Jak powiedziała: Przynajmniej nikt nie zaglądał . Dzisiaj taki pomysł na podział przestrzeni uzna- no by za kuriozalny, ale wtedy okazał się w jakiejś mierze skuteczny. Chyba nigdy nie przestaną mnie fa- scynować historie o ludziach, którzy kilkadziesiąt lat temu, dysponując mi- nimalnymi środkami, potrafili osiągnąć maksymalny efekt. 116 BIZNES meble.pl [ luty 2018

RkJQdWJsaXNoZXIy ODEyNDg=