Miesięcznik "BIZNES meble.pl" luty 2018

ZDZISŁAW SOBIERAJSKI Przedsiębiorca z wieloletnim stażem. Pracuje z projektantami i przemysłem, tworząc zespoły wdrożeniowe. felieton X Sobierajski o designie N ie zdefiniowali też podstaw etyki za- wodowej designera, jako zawodu zaufa- nia publicznego. Nawet nie zdefinio- wali minimalnych kryteriów kompeten- cyjnych do otrzymania tytułu magistra wzornictwa. Tytuł magistra przyznany za pracę naukową, opisującą sens stworzenia lampy z chrustu, czy taboretu ze stopio- nych nakrętek PET bywa naszą akademic- ką, powszechną rzeczywistością. W ciągu ostatnich 10 lat na promocję designu wy- dano ogromne dotacje. Niektóre miasta fundowały imprezy popularyzujące zalety designu. Powstały regionalne centra in- nowacyjności oraz festiwale. Dla odciążenia pracy siedmiu Aka- demii kształcących ok. 300 designerów rocznie, otwarto ponad dwadzieścia wydziałów wzornictwa na tak zwanych „kierunkach zamawianych”. Podaż ponad 25 szkół designu rozwija się świetnie. Co roku przybywa nam prawie tysiąc absol- wentów „wzornictwa”. Wydawać by się mogło, że przy takiej produkcji ludzi kre- atywnych, polscy przedsiębiorcy ochoczo zaczną zamawiać design i czerpać korzy- ści z umiejętności absolwentów, by z po- żytkiem rozwijać swoje produkty i firmy. Ale praktyka pokazuje, że jakoś nie czer- pią. Może dlatego, że jeszcze nie powsta- ły rzetelne „studia przypadków”, które by tezę o zbawiennej roli efektów pracy designerów dla rozwoju marek polskich przedsiębiorców potwierdziły? Wpraw- dzie do projektów realizowanych przez IWP opracowano raporty o celach rekla- mowych. Niestety, z lektury nie wynika, czy opisane procesy wygenerowały jaki- kolwiek dochód dla inwestora? Można przypuszczać, że opisano je by wykazać, że design ma sens, a jego autorzy jakieś kompetencje. Można mieć też wrażenie, że pod z góry przyjęte założenia, napisali je sami designerzy uczestniczący w tych przedsięwzięciach. W 2017 roku częstym tematem po- ruszanym podczas branżowych debat, były dotacje do designu oraz innowacji. W praktyce, w programach PARP czy NCBiR, zawsze uruchamiano skompli- kowane procesy, w których wdrażanie produktów było tylko małą cząstką kosz- tów ponoszonych przez przedsiębiorców. Reszta pieniędzy z tych programów trans- ferowana była do sektora „kreatywnego”. Analizując pożytki z takiej współpracy, nazywanie polskiego przedsiębiorcy „be- neficjentem” tych programów, czasem zakrawało na sarkazm. Podejrzewam, że taki sposób finanso- wania polskich innowacji obnażył swoistą impotencję twórczą tej części środowiska kreatywnego, która nie miała argumen- tów, by przekonać przedsiębiorców do za- płaty za ich projekty ze swoich własnych pieniędzy. Może dlatego łatwiej było im pracować „za unijne”? Konieczność sto- sowania unijnych bajpasów w finansowa- niu polskiego sektora kreatywnego świad- czyć też może o stanie przedzawałowym tej części naszej „kreatywnej” branży. Od ponad dziesięciu lat trwa propaganda designu, jako narzędzia rozwoju polskich firm. Z drugiej strony, środowisko akademickie oraz promotorzy polskiego designu nie potrafili zdefiniować elementarnych kryteriów kompetencyjnych dla pretendujących do pracy w gospodarce designerów. JAK ZAROBIm NA DESIGNIE? 8 BIZNES meble.pl [ luty 2018 Dzisiaj promocja designu w Polsce ma się nadal dobrze. PARP uruchamia kolej- ne pilotażowe programy wsparcia. Jednak nadal słychać narzekanie środowiska kre- atywnego na to, że polscy przedsiębiorcy jeszcze nie dojrzeli do współpracy z desi- gnerami. Że nie rozumieją wysiłku desi- gnerów i nie potrafią zrozumieć i docenić efektów ich pracy. Podczas współpracy z inwestorami mnożą się problemy i kon- flikty, a wiele projektów kończy się awan- turą. „Pan Plastyk”, czy „artysta z ASP”, to są w środowisku biznesowym powszech- nie używane synonimy designera. Analizując gospodarcze skutki doto- wanej od ponad 10 lat podaży designu, wygląda na to że urzędowa promocja, natrafia na powszechny brak zaintereso- wania większości polskich inwestorów. Z programów „wsparcia” korzystają tyl- ko nieliczni. Świadectw zrealizowanych z ekonomicznym sukcesem wdrożeń, trudno znaleźć. Księgowe milczą na ten temat. Może nadeszła pora by przestać trwonić pieniądze na promocję podaży designu, a zająć się finansowaniem popy- tu na design? Zastanawiające jest, dlaczego żadna agenda rządowa, jak dotąd, nie zapropo- nowała rozsądnego programu wsparcia przedsiębiorców, którym przydzieliłaby fundusze na samodzielne (z pominięciem kosztownych procedur i finansowania firm doradczych) wybory kompetentnych desi- gnerów do współpracy? Albo chociaż na zatrudnienie studentów i stażystów? Za- stanówmy się, komu by to dzisiaj przeszka- dzało? Byłoby taniej, prościej i szybciej. W biznesie czas, to pieniądz. Przecież wszyscy wiemy, że komercyjny projekt nowej kolekcji mebli zrobimy w trzy mie- siące, a za unijne dotacje dopiero za dwa lata. Analizując dotychczasowe efekty wy- siłku promotorów, wygląda na to, że z pie- niędzy unijnego podatnika dotowaliśmy polską stagnację, a nie innowację. Design dla firm, na razie, robimy taki jak potrafimy. Ale będziemy się nadal starać! Może kiedyś skorzystają?

RkJQdWJsaXNoZXIy ODEyNDg=